zadzwoń
508 663 367






zadzwoń
508 663 367
napisz
kontakt@sledznafali.pl
zadzwoń
508 663 367
napisz
kontakt@sledznafali.pl
X
Autor:
Aga Szczecka
kategoria: zawód agent
czas czytania: 10 min
0
podziel się:

Agent nieruchomości i jego trupy w szafie

Kupa w salonie, dziura w podłodze, zalane mieszkanie, krew na stole, pijane ziomki i szalony lokator – to się zdarzyło naprawdę. Jeśli myślisz, że zawód pośrednika nieruchomości to tylko nudne prezentacje i otwieranie drzwi do mieszkania, to jesteś w grubym błędzie. Na ogół jest o wiele ciekawiej.

Gdynia Leszczynki. Kluczowa prezentacja – klient ma finalnie zdecydować, czy kupi mieszkanie.

Godzinę przed…

Nadzoruję prace fachowców. Panowie (notabene z firmy „Maż na godziny” – znacie?) poprawiają ostatnie usterki poremontowe i …uszkadzają przypadkowo w kuchni wężyk doprowadzający wodę. Woda leje się aż miło, a ja biegam po całym mieszkaniu w poszukiwaniu zaworu wody. Potem w poszukiwaniu szmat. Znajduję jedynie papier toaletowy. Jeden z Mężów zdziera bohatersko koszulkę z grzbietu i rzuca na nowiutkie panele, które trzeba ratować. Szybka akcja kończy się bez szwanku dla podłogi.

45 minut przed…

Na korytarzu zaczyna się awantura, bo jeden z lokatorów mocno nadużył, a jego pies zanieczyścił klatkę schodową. No nasrał zwyczajnie. Afera przyciąga tłumek gapiów, zestresowany pies sika. W rezultacie na miejsce przyjeżdżają: policja, pogotowie oraz animalsi. Okazuje się, że lokator kwalifikuje się do psychiatryka, bo nadużywa nie tylko alkoholu.

10 minut przed

Podłoga uratowana. Lokator zabrany do szpitala psychiatrycznego, pies do schroniska, policja uspokaja tłumek, klatka posprzątana, ludzie się rozchodzą.
Gdybym miała pod ręką, to łyknęłabym potrójną dawkę melisy. Ale nie miałam. Poprawiłam więc koronę, wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi klientowi…
Prezentacja przebiega zupełnie normalnie, jak na sytuację sprzed godziny. Małe mieszkanie, 15 minut i po. Kupujący zna specyfikę osiedla, sam dzwonił do wspólnoty z pytaniem o sąsiadów. Świadomy. Chce kupić.
Gdy wychodzi, opadam na krzesło wyczerpana. Jeszcze raz sprawdzam zawory przed wyjściem i znowu słyszę krzyki, i walenie do drzwi. Nie wierzę. Lokator uciekł ze szpitala i znowu szuka go policja… W międzyczasie poznaję lepiej sąsiadów i znajduję chętnego trzydziestolatka, który chce wynająć „moje” mieszkanie, jak ktoś je kupi. Bo będzie blisko mamy. Bo to jego dzielnia. Ufff.

***

Sopot. Stare mieszkanie do remontu w kamienicy z lat 30. W ofercie „spod lady”, czyli znane tylko współpracującym ze sobą pośrednikom i ich klientom. Nie ma go na portalach jeszcze, więc jest łakomym kąskiem dla wielu. Pierwsi klienci chcą zobaczyć mieszkanie jak najszybciej, „przed innymi”oczywiście. Mam klucze, w zasadzie mogę pokazać, choć nie lubię tak „na szybko”, bo sama jeszcze nie zdążyłam dobrze go poznać, a to prawie 100 m2… Para z Warszawy nalega, bo jutro już wyjeżdżają. Umawiamy się.

Szybko zaczyna się robić wesoło. Nie mogę za cholery otworzyć okna skrzynkowego. Gdy się z nim szarpię, słyszę wysokie „kurwa mać” z drugiego pokoju. Biegnę, klientka leży na starym tapczanie, wokół unoszą się tumany kurzu, które wzbiła lądując z impetem na tym gracie. Gdy wreszcie opadł  – dostrzegam kątem oka wykręcony obcas szpilki. Próbuję naprędce oszacować, ile te buty mogły kosztować. Słyszę chichot. To partner klientki, który… zaczyna zwijać się ze śmiechu. Potem razem już zwijamy stary dywan, w który zapadł się obcas, i pod którym odkrywamy sporą dziurę. Jak się później okazało, wypaloną w podłodze… żelazkiem. Taka pułapka. Kiwamy głowami nad dziurą. No tak, trzeba tu wymienić deski.
– I buty – dodaje pani obgryzając paznokieć, po czym cała zakurzona pyta, czy może skorzystać z łazienki.
– O mój boże – pomyślałam. Nie zdążyłam odpowiedzieć, że może niekoniecznie. Że nikt przez kilka lat tu nie mieszkał i…
Nie było papieru. Woda zakręcona. Kurtyna.

Chichot mężczyzny słyszałam jeszcze z podwórka. – U pani przynajmniej było wesoło – żegnał się.
Przynajmniej?

***

Z klientami, którzy chcą kupić stare mieszkanie z klimatem, jedziemy do Gdańska. Umówiona prezentacja mieszkania w kamienicy w samym centrum Wrzeszcza wydaje się być obiecująca.
Właściciel wprowadza nas jakoś od tyłu, zagaduje, że piękny ogród, prowadzi na piętro. Oglądamy, klienci nakręceni widzę jak zabawkowy bąk. Już prawie kupują. Daję im znaki dymne, żeby się tak nie spieszyli. Zdają się nie widzieć.
– A piwnica? – pytam. – Zobaczymy?
– A co tam piwnica, ogród Państwo jeszcze zobaczą, taki piękny, nikt tu takiego nie ma – pan energicznie bierze mnie pod rękę.
– To może po drodze… piwnica? – sugeruję delikatnie.
– Tak, tak, to potem – pan jest stanowczy. Za bardzo, jak dla mnie. Potem okazuje się, że zapomina kluczy do piwnicy i pokaże następnym razem.
– Dogadamy się? – dopytuje, nie patrząc na mnie.

Odwracam się na pięcie, dopadam drzwi, które wydają się być piwnicznymi, otwieram je zamaszyście i prawie puszczam pawia. Tak śmierdzi. Piwnica pełna szczurów. Właśnie jakiś się rozkłada.
– To tylko tak teraz, inwazja jakaś – rzuca za nami właściciel.

Dzwonię do niego nazajutrz i sugeruję dopisać w ogłoszeniu: „Okazyjnie sprzedam mieszkanie z piwnicą pełną szczurów”.
– No wie Pani co? – oburza się pan.
– No wiem – odpowiadam. – Właśnie wiem.

***

Teraz będzie krótko. Z tymi  samymi klientami poszukującymi znowu w Gdańsku. Znowu Wrzeszcz. Wchodzimy do mieszkania. Za małego dla mieszkającej w nim rodziny. Dziadkowie, rodzice i 3 dzieci. Kot. Coś jakoś dziwnie czuć. Może ten kot?
– Proszę się poczuć jak u siebie – starsza pani drepcze nam po piętach. – Może herbaty zrobię. Proszę do salonu – prowadzi.

Na środku salonu na nocniku siedzi dziecko i robi kupę. Co czuć.

***

Mieszkanie Gdańsk Aniołki. W kamienicy pięknej, ale nadgryzionej zębem czasu. Piękny mur pruski. Okolica – pełna ziomków, takich wiecie, z piwkiem i petem przyklejonym do twarzy. Mieszkanie, które mam prezentować ma najemców. Kontakt z nimi utrudniony, bo słabo znają polski, angielskiego też nie.

Z uwagi na lokalizację, jest spore zainteresowanie. Przyjeżdża ojciec z córką, która ma tu zamieszkać. Bo uczelnia blisko. Jestem kwadrans przed – nie wiem, czy najemcy ogarną mieszkanie. Lepiej sprawdzić.
Nie dochodzę nawet na piętro, bo na parterze przy piwnicy impreza trwa w najlepsze. Ziomki skończyły przerzucać węgiel i zbierają na procenty jakieś, chyba kolejne w tym dniu zresztą. Szybka kalkulacja: dam na flaszkę, będzie spokój.
– Tylko panowie, nie tu, ok? Godzinę co najmniej Panów tu nie ma, dobrze? – upewniam się.
– Pewnie szefowo. Robi się i rąsie całuje…
Znikają szybko, chyba z obawy, że się rozmyślę.

Są oglądający, dziewczynie się podoba. Wygląda na to, że wizja wyrwania się spod skrzydeł taty jest nęcąca.
– Fajny tu klimat, co tato? – rzuca co chwilę. Tato nie jest przekonany. Córka robi, co może.

Dzwonek.
– Szefowa dorzuci jeszcze piątkę, to dwie flaszki kupimy… Cooo, szefowo? Promocja jest – chrypią ziomale spod piwnicy.
Tato patrzy jakoś tak dziwnie.

***

To samo mieszkanie. Kolejni oglądający. Nikt nam nie otwiera, pomimo zapowiedzi. Głupia sprawa, bo ciemno, zimno, pada. Listopad. Wreszcie najemca odbiera telefon.
– Wypadek był, wracam ze szpitala, za 10 minut będę – słyszę. Czekamy. Zjawia się, nic nie mówiąc, otwiera drzwi. Mam już przeczucie, że coś chyba nie gra. Klienci zniecierpliwieni, więc wchodzimy.

Na stole w kuchni krew, ścierki jakieś, bandaże. Rdzawo połyskujący nóż. Ten zapach.
– Żona rozcięła sobie o tu, tak rozharatała, po całości – pokazuje prawą dłoń Andriej. – Tyle krwi, tyle krwi było… A ona kosmetyczka… I co teraz będzie?

Wypycham klientów za drzwi, tłumaczę, że to nie czas na prezentację, czym o dziwo, są oburzeni. Tyle przecież czekali. Potem wracam, nastawiam wodę na herbatę i dzwonię po pomoc.

***

Gdy zaczynałam pracę w nieruchomościach, pani Irena – nestorka tego zawodu, opowiadała mi z filuternym uśmiechem, że tu nudy nie ma, i z niejednym trupem w szafie miała do czynienia pracując w tym zawodzie. –  I to dosłownie moje dziecko – kiwała głową.
Jakoś tak jej nie wierzyłam. Przesadza… – myślałam. Czyżbym się myliła? Ale fakt, nudy nie ma na tych prezentacjach.

PS.
Aha, mieszkanie w Sopocie wciąż do kupienia. Więcej w zakładce Nieruchomości.

 

podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj dalej

Szlaka jaka jest, każdy widzi. Jak to gdzie? W dziurze przecież

24.03.2021
zawód agent

Wszyscy zgromadzeni przy dziurze jak jeden mąż wstrzymaliśmy oddech. Popatrzyłam na klientkę, ona na mnie, oczami okrągłymi jak spodki z wielkimi pytajnikami pośrodku. Człowiek ma 47 lat na karku i ciągle się uczy. Do mojego słownika wpadło nowe słowo, które nie wiedzieć czemu, dosyć mnie bawi: szlaka. Znacie? Mam nadzieję, że tylko nieliczni z Was […]

Z podwórka agentki. Zaraz skoczę ci do gardła kobieto, której nie znam

4.02.2021
zawód agent

Po raz ostatni zrobiłam obchód mieszkania, z którego właśnie wyprowadzili się najemcy. Spojrzałam w kierunku balkonu: czy aby na pewno zamknięty? I serce mi stanęło. Dosłownie. – Gdzie mój telefon, cholera! Gdzie ja go wcisnęłam?! Jestem zwierzolubem. Może dlatego tak często przyciągam ludzi (także klientów), którzy też je lubią. Wiecie, że dla najemców szukanie mieszkania […]

Kobiecy punkt widzenia na męską szafę, ale nie jest to tekst o modzie

2.12.2020
życie po prostu

Nie oddam Cię, wiesz? – usłyszałam wyznanie męża, wyszeptane za drzwiami naszej garderoby. O północy. Odłożyłam gazetę i nadstawiłam ucha. Ma około 20 lat. Jeśli myślicie, że wylądowała w worku – to się mylicie. – Jeszcze będę w niej biegał Aguś, wiesz? Jak zamieszkamy w małym domku nad jeziorem. Zobaczysz, na  emeryturę będzie super. – […]




śledź na fali
508 663 367
kontakt@sledznafali.pl
Obserwuj mnie:
Copyrights © 2020 Śledź na fali I Nie kopiuj, zadzwoń. Napiszę jeszcze lepsze teksty specjalnie dla Ciebie