zadzwoń
508 663 367






zadzwoń
508 663 367
napisz
kontakt@sledznafali.pl
zadzwoń
508 663 367
napisz
kontakt@sledznafali.pl
X
Autor:
Aga Szczecka
kategoria: życie po prostu
czas czytania: 7 min
0
podziel się:

Jak ona jest k… głęboka, myślałam. I jeszcze, k… jaki wstyd, też

Jeśli gdzieś w sieci natkniecie się na filmik, którego główną bohaterką będzie kobieta, która zapadła się prawie po pas w błotnej mazi i usiłuje z niej wyjść… Towarzyszy jej przerażony czarno-biały pies, który próbuje się w tym błocie nie utopić. Kobieta nie daje rady sama… To na bank będę ja.

Doszłam już do siebie po tym nazwijmy to „incydencie”, przegryzłam upokorzenie oraz otarłam łzy, te ze śmiechu oczywiście, więc czytajcie. Ku przestrodze.

Zabrali nam łąkę. Dzikie miejsce nieopodal obwodnicy, które wraz z  okolicznymi właścicielami czworonogów traktowaliśmy przez lata jako fantastyczny spacerniak.
Działał ten spacerniak na zasadach zwyczajowo przyjętych, w większości przestrzeganych. Na zasadzie: wiem, że Pusia nienawidzi mojej Mii (z wzajemnością), więc spacerujemy sobie z poszanowaniem granic – ja na jednym końcu z moimi M&M, Pusia z panem na drugim. Nawet jak się dziewczyny do siebie czasem dorwały, to miały gdzie się kłócić i uciekać. Łąka była naprawdę spora.

Od kilku miesięcy mamy tu na Dąbrowie plac budowy…Powstaje węzeł jakiś tam, w ramach drogi S-6. No i git, wiadomo było od dawna, ze kiedyś powstanie, ale… Zabrali nam łąkę.

Nie wiem, gdzie teraz chodzi Pusia, ale my najczęściej do lasu (na szczęście jest w zasięgu 10 minut piechotą). Jak jest czas oczywiście. No, ale jak go nie ma? Albo jest ciemno jak w dupie, tak jak właśnie teraz, listopadową porą – to mamy problem.

Załatwienie potrzeb, bez stresu, najlepiej bez smyczy, w spokoju, bez utarczek słownych z innymi sierściuchami, a czasem i ich właścicielami, graniczy z cudem.

Nagle zrobiło się mało miejsca na dzielni.

No to zaczęliśmy po południu, kiedy ciężkie sprzęty przestają pracować, chodzić na budowę naszej drogi. Tak boczkiem. Ja studiowałam kolejne etapy warstw bitumicznych, a M&M eksplorowały wertepy, wykopy i korzystały z kawałków zabranego zielonego. Nawet to ciekawe było.
Jak to zwykle bywa, inni poszli w nasze ślady. I znowu tłoczno jakoś się zrobiło. Na tej drodze, co powstaje.

Tak jak w ten czwartek wieczorem. Ja na spacerze drogowym, tym razem z samą Mią, a za nami dwa husky, za którymi moja suka nie przepada. – Okey – myślę sobie. – Nie będę ryzykowała mijanki z haszczorami, dojdę do końca drogi i wrócę sobie cywilizowanie chodnikiem do domu.
Rzadko się tu zapuszczam, ciemno, błotniście, ale chodnik przy Anyżowej tuż, tuż. I co widzę? W rowerzystkę na skrzyżowaniu wjeżdża samochód. Dziewczyna się przewraca, samochód jakby nie ma zamiaru się zatrzymać… Rzucam się biegiem na pomoc, bo wokół żywej duszy.

Pierwsza wpadła Mia. Szarpnęło mną, zastopowało. Cholera, w kałużę wlazła, znowu prysznic będzie konieczny, pomyślałam z automatu kątem oka widząc, ze samochody się zatrzymują przy kolizji, kobieta wstaje, jakiś mężczyzna nadbiega, kierowca wysiada z auta… Podjeżdża też ktoś z nadzoru ruchu. Robi się korek. Mia szarpie się na smyczy, a ja daję o jeden krok za dużo, chcąc ją wyciągnąć z tej mazi. Najpierw zapadam się po kolana, potem coraz głębiej, po uda i dalej… Nogi w moich różowych kaloszkach są jak zacementowane. Mia szaleje na smyczy już na brzegu, wszak nadciągają husky, ja nie mogę się ruszyć i tylko myślę o tym, „jak kurwa głęboka jest ta kałuża”? I jeszcze: „kurwa jaki wstyd!” też.

Pan z nadzoru ruchu (jeszcze raz mu dziękuję) miał intrygujący wieczór – tak sobie teraz myślę. Najpierw ratował rowerzystkę, potem wyciągał z glinianej pułapki spacerowiczkę z rozhisteryzowanym psem.
– Daleko pani mieszka? – spytał tylko.
Pokiwałam głową, że nie, podziękowałam za chęć podwiezienia (to już było bohaterstwo z jego strony, zważając na mój stan), pomachałam do sekundujących nam kierowców stojących w korku (mam nadzieję, że nie nagrywali jednak) i poczłapałam do domu. Zostawiając za sobą brązową ścieżkę.

Po drodze popłakałam się ze śmiechu, choć powiem wam, że wcześniej jednak trochę ze strachu. Bo jakby ta „kałuża” była głębsza???
Potem popłakała się ze śmiechu moja Hania, gdy mnie zobaczyła w drzwiach. Oraz Mąż Inżynier przy kolejnych próbach oswobodzenia mnie z kaloszy pod prysznicem.

PS.

Na drugi dzień Inżynier, budowlaniec w końcu, zabrał mnie na edukacyjny spacer. Oczywiście na budowę. – Gdy jakieś zagłębienie ma taką powierzchnię, błyszczącą, widzisz, jak tu – to NIGDY tam nie wchodź! Omijaj. Zobacz, nawet psy to wiedzą.

Jakbym zrobiła to specjalnie… Ale wiecie. Ku przestrodze.

 

 

podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czytaj dalej

Czy śledź na konferencji to dobry pomysł?

20.09.2021
homestaging

Jeśli nie cierpisz śledzi, to się skrzywisz. Jeśli je lubisz, sprawdzisz jak je serwują. Tak czy inaczej śledź bez echa nie przejdzie… I o to właśnie chodzi. O trochę nieszablonowym podejściu do marketingu w branży nieruchomości mówię na pierwszej w Polsce Konferencji Homestagerek Online. A co ja, samodzielna agentka nieruchomości, homestagerka hobbystka, tam w ogóle […]

A potem do drzwi zadzwoniła właściwa pani Anna. Ta z mężem. 

10.06.2021
zawód agent

Prezentacja mieszkania w Sopocie. Czekam na umówionych klientów. Kwadrans przed czasem – dzwonek. Lekko zdziwiona schodzę na dół. – Pani Anna tak? Udało się przyjść Pani wcześniej? Czekamy na męża jeszcze? – Jakiego męża?! Wchodzimy, czasu mam mało. A to nie miała być kamienica taka bardziej stylowa, po remoncie? – Nie, od zawsze to był […]

O mieszkaniu z dziurą w podłodze i Sewerem nad głową słów kilka

6.05.2021
zawód agent

Pamiętasz mieszkanie z piękną drewnianą podłogą i dziurą wypaloną żelazkiem? To, które sąsiadowało z mieszkaniem, w którym Seweryn Krajewski, na którego wszyscy wołali Sewer (a tylko jego mama – Sewik) ćwiczył godzinami wprawki na pianinie? Jestem ciekawa, czy te historie przetrwają. Czy Marianka i Celinka usłyszą o nich od swoich rodziców. Nowych właścicieli sopockiego mieszkania. […]




śledź na fali
508 663 367
kontakt@sledznafali.pl
Obserwuj mnie:
Copyrights © 2020 Śledź na fali I Nie kopiuj, zadzwoń. Napiszę jeszcze lepsze teksty specjalnie dla Ciebie