zadzwoń
508 663 367






zadzwoń
508 663 367
napisz
kontakt@sledznafali.pl
zadzwoń
508 663 367
napisz
kontakt@sledznafali.pl
X
Autor:
Aga Szczecka
kategoria: zawód agent
czas czytania: 6 min
0
podziel się:

O mieszkaniu z dziurą w podłodze i Sewerem nad głową słów kilka

Pamiętasz mieszkanie z piękną drewnianą podłogą i dziurą wypaloną żelazkiem? To, które sąsiadowało z mieszkaniem, w którym Seweryn Krajewski, na którego wszyscy wołali Sewer (a tylko jego mama – Sewik) ćwiczył godzinami wprawki na pianinie? Jestem ciekawa, czy te historie przetrwają. Czy Marianka i Celinka usłyszą o nich od swoich rodziców. Nowych właścicieli sopockiego mieszkania.

A jakże, prawie się popłakałam podczas przekazywania mieszkania z rąk byłych właścicieli w ręce nowych. Ech, trochę czasu w nim spędziłam… I na zawsze już będzie dla mnie ważne. Bo to od niego zaczęła się moja droga agenta freelancera. Ono nauczyło mnie pracować w rytmie slow, w moim własnym rytmie.

Jesteś ciekaw, co to za mieszkanie? Nie ma go już w mojej ofercie, ale może pamiętasz? Piękne, przestrzenne 92 metry w Dolnym Sopocie, w kamienicy z lat 30. Z drewnianą podłogą, oryginalną stolarką i żeliwnymi kaloryferami. Ze służbówką i spiżarką w kuchni. Do totalnego remontu – co przede wszystkim zniechęcało chętnych. By to mieszkanie odzyskało swój blask, trzeba zainwestować w nie niemałe pieniądze i trochę czasu. I mieć wyobraźnię i pomysł. Wielu oglądającym tego zabrakło.

Osobiście jestem przekonana, że… ono po prostu czekało na swoich ludzi. Na bliźniaczki: Mariankę i Celinkę. I ich rodziców Magdę i Andrzeja, którzy zauroczyli się nim od samego początku i innych już nie chcieli oglądać.

***

Mieszkanie było w rodzinie od bodajże 1946 roku. Od kilku lat, po śmierci pani Ireny, mamy Józefa i Artura, stało puste, by wreszcie zapadła decyzja o jego sprzedaży. Spotkałam pana Józefa na swojej drodze, kiedy to kolejne biuro nieruchomości bezskutecznie je sprzedawało, a pan Józef zaczynał mieć dość pośredników.

Pachnące kurzem, pełne jeszcze rodzinnych pamiątek, urzekało w zasadzie wszystkich oglądających (no może poza kilkoma inwestorami, zawiedzionymi, że nie da się tu zrobić  4 mieszkań). Padały oferty (zbyt niskie), przyszła pandemia, po małym przestoju – kolejni chętni. Byłam cierpliwa, kolejne raporty leciały do pana Józefa.

Jak to mam w zwyczaju, powoli poznawałam sąsiadów, panie z pobliskiej piekarni podsuwały najlepsze drożdżówki, polubiłam pandemiczną kawę z Żabki na rogu, a całości dopełniały przecudowne kobiety z administracji – skarbnice wiedzy, którą chętnie się ze mną nią dzieliły. Wspólnota zgrana, świetna.

Poznałam dokładnie historię budynku, mieszkania, jego lokatorów. Mój stary, dziennikarski nos aż mnie swędział czasami z radości…

***

Artur (nieżyjący już brat pana Józka) właśnie w tym mieszkaniu przyszedł na świat ( i to właśnie Artur – zdaniem swojego brata – jest autorem wypalonej żelazkiem dziury w podłodze.)

Gdy podłoga pod piecem się przepaliła (drewniane stropy) piec wpadł… piętro niżej. Przez dziurę chłopaki zaglądali do sąsiadów na dół. Kilka tygodni tak.

Z kolei nad nimi mieszkał nikt inny, tylko mały Seweryn Krajewski. „Chłopaki miały przerąbane…” – nadstawiam ucha, jak zaczyna się kolejna opowiastka Józefa. – „To znaczy Artur i Sewek. Obaj uczyli się grać na pianinie. Ja nieee… No i tak, moja mama tu u nas na pierwszym nasłuchiwała, czy u góry, na drugim gra Sewek i mówiła do Artura: słyszysz, Seweryn jeszcze ćwiczy, graj dalej i ty. To samo z kolei piętro wyżej robiła mama Seweryna. Artur jeszcze ćwiczy, gdzie ci się spieszy… A chłopaki chcieli zwyczajnie urwać się od pianina i w piłkę pograć…”.

Do szkoły na drugą stronę ulicy chodzili w… kapciach.

A już jako młodzieńcy razem urzędowali w sopockim Non-Stopie, gdzie Seweryn z zespołem często występował. Pan Józef tylko się uśmiecha na te wspomnienia…

A sąsiedzi? To w ogóle osobna bajka. – Nic nie można było przeskrobać, bo mama od razu wiedziała – wzdycha Józef. –  Wszyscy się tu znaliśmy, lubiliśmy i szanowaliśmy.

***

I tak jest do dziś. Wyobrażasz sobie, że do tej pory odwiedzają się, dzwonią i troszczą o siebie? Dlatego tak ważne było w tym przypadku, by mieszkanie trafiło w tak zwane dobre ręce, by nie „zaszkodzić” sąsiadom.

Dziewczyny (jak mawiał Józef) z administracji wspólnoty to również… sąsiadki. Do jednej szkoły wszyscy chodzili.

Eh, można by tu wiele pisać… Faktem jest, że zanim doszło do dnia wydania mieszkania – do którego to zaraz wrócę – po drodze mieliśmy przewlekający się niemożliwie przez pandemię proces kredytowy oraz koronawirusa (!) kupujących i kompleksowe czyszczenie mieszkania. Nerwy? A jakże – były. Jakie słowo najczęściej powtarzałam? Spokojnie. Obie strony wzięły więc zalecany głęboki oddech i „na spokojnie” spotkały się w końcu u notariusza.

O tym właśnie myślę, gdy piszę o pracy w rytmie slow. Bez nacisków, popędzania, zniecierpliwienia, tupania nóżką, że już, teraz, szybko, bo jak nie, to… To nie u mnie.

***

Obiecałam, że wrócę do ostatniego dnia, przekazania mieszkania. Bo wiesz, zazwyczaj to jest szybkie spisanie protokołu. Licznik, klucze, kod do domofonu i już. Nie tym razem.
Wyobraź sobie, że na ten dzień została zaplanowana wizyta u pani Marysi z drugiego piętra (z którą znają się z panem Józefem od kołyski)…. celem przedstawienia „nowych”. I u pani Ani też. Elegancko, prawda?

Panie Józefie, będzie mi brakowało dżentelmeńskiej współpracy z Panem. W nawigacji wciąż mam wbity “w ulubionych” ten adres. Czy spotkamy się tam kiedyś razem na kawie, gdy nowi właściciele uporają się z remontem? Czas pokaże. Obiecali, że tak.

PS.
Pamiętasz tę stylową, starą lampę? Dostałam ją w prezencie od Józefa. Jeszcze nie działa, ale liczę, że Mąż Inżynier ją wkrótce uruchomi. Zamiast starego abażuru dostanie piękną, ozdobną żarowkę. Uśmiecham się zawsze, gdy na nią patrzę.

A sama dla nowych właścicieli ocaliłam starą książkę kucharską, z przepisami wyciętymi z “Wieczoru Wybrzeża” rękami pani Ireny. Otrzymali ją razem z kluczami.

 

 

 

 

 

 

podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czytaj dalej

Czy śledź na konferencji to dobry pomysł?

20.09.2021
homestaging

Jeśli nie cierpisz śledzi, to się skrzywisz. Jeśli je lubisz, sprawdzisz jak je serwują. Tak czy inaczej śledź bez echa nie przejdzie… I o to właśnie chodzi. O trochę nieszablonowym podejściu do marketingu w branży nieruchomości mówię na pierwszej w Polsce Konferencji Homestagerek Online. A co ja, samodzielna agentka nieruchomości, homestagerka hobbystka, tam w ogóle […]

A potem do drzwi zadzwoniła właściwa pani Anna. Ta z mężem. 

10.06.2021
zawód agent

Prezentacja mieszkania w Sopocie. Czekam na umówionych klientów. Kwadrans przed czasem – dzwonek. Lekko zdziwiona schodzę na dół. – Pani Anna tak? Udało się przyjść Pani wcześniej? Czekamy na męża jeszcze? – Jakiego męża?! Wchodzimy, czasu mam mało. A to nie miała być kamienica taka bardziej stylowa, po remoncie? – Nie, od zawsze to był […]

O mieszkaniu z dziurą w podłodze i Sewerem nad głową słów kilka

6.05.2021
zawód agent

Pamiętasz mieszkanie z piękną drewnianą podłogą i dziurą wypaloną żelazkiem? To, które sąsiadowało z mieszkaniem, w którym Seweryn Krajewski, na którego wszyscy wołali Sewer (a tylko jego mama – Sewik) ćwiczył godzinami wprawki na pianinie? Jestem ciekawa, czy te historie przetrwają. Czy Marianka i Celinka usłyszą o nich od swoich rodziców. Nowych właścicieli sopockiego mieszkania. […]




śledź na fali
508 663 367
kontakt@sledznafali.pl
Obserwuj mnie:
Copyrights © 2020 Śledź na fali I Nie kopiuj, zadzwoń. Napiszę jeszcze lepsze teksty specjalnie dla Ciebie